Wyróżnione

Witaj na stronie Kasjopeja Tales

Kasjopeja Tales to głównie opowiadania/opowieści (raczej mroczniejsze niż jaśniejsze), a okazjonalnie też dłuższe formy.

W wolnym czasie zajmuje się też szeroko rozumianą sztuką. Zazwyczaj jest to rękodzieło, takie jak kartki okolicznościowe i biżuteria, ale także Mix Media Art czy zwykłe rysunki. Swoje „artystyczne” prace zamieszczam też na: https://pinterest.com/KasjopejaTales/ i https://www.instagram.com/kasjopeja.tales/

Można mnie też znaleźć na: http://www.facebook.com/kasjopejatales/  gdzie codziennie zamieszczam jakieś informacje (głównie swoje „artystyczne” prace, a co tydzień lub dwa informację o publikacji tekstu na stronie KasjopejaTales)

*Z góry proszę też o wyrozumiałość, gdyż jestem dyplomowanym dyslektykiem 😉 I, mimo że bardzo się staram, to mogę popełniać błędy ortograficzne oraz interpunkcyjne. Oczywiście używam programów, które pomagają mi poprawiać błędy, ale nawet one nie zawsze są w stanie mi pomóc.

Zapraszam do czytania, komentowania itp. 🙂

I że cię nie opuszczę

– Obiecaj, że to zrobisz – szepnął Korin. Twarz miał bladą, oczy przekrwione, usta wyschnięte, a skórę tak cienką, że było pod nią widać niebieskie żyły. I do tego te wrzody oraz smród, wymieszany z zapachem ziół. – Obiecaj, że przypilnujesz mojego grobowca.

– Obiecuję – powtórzył Noel, mimo że już raz składał tę obietnicę. Wtedy gdy dawno temu przygarnął chłopca pod swoje skrzydła, najpierw czyniąc go uczniem, a potem przyjacielem. Kimś, kto oddał mu życie, ufając, że się nim zaopiekuje.

Ale Noel zawiódł, dlatego przez ostatnie miesiące Korin powoli umierał. I nieważne ile Noel by się nie modlił, jak głośno by nie błagał swojego Boga – ten pozostawał głuchy. A Korinowi kończył się czas. Przynajmniej tak twierdzili ci, którzy się nim opiekowali. Tylko, że Noel nie potrzebował ich ekspertyzy. On wiedział, że jego przyjaciel dziś umrze. Czytaj dalej „I że cię nie opuszczę”

Bezwład

Występują: O – Obywatel, M – Media.

O: Tam jest horyzont. – Szybki ruch ręki, wyciągnięte ramie, plaska dłoń.
M: Obywatel hailuje. Zobacz zdjęcia…
O: Co? Nie. – Śmieje się z niedowierzaniem. – Pokazywałem horyzont. – Powtarza w skupieniu ruch, żeby podkreślić swoje słowa.
M: Robi to nagminnie, z coraz większym oddaniem.
O: Co? Co wy za głupoty wygadujecie?! – Piekli się, nie dowierzając.
M: Wyzywa ciężko pracujących reporterów od idiotów. Nie ma poszanowania dla pracy.
O: Nie prawda! – wrzeszczy.
M: Jest agresywny!
O: Co do cholery? – Jak można tak wszystko przekręcać?
M: Żartuje z ogromnej tragedii XIX wieku, epidemii cholery i jego ofiar.
O: Nie prawda! – Co to za głupoty?
M: Dalej wypiera się wszystkiego, mimo obciążających go dowodów.
O: Jakich dowodów?! Pokażcie je!
M: Nie żałuje, ale grozi i wymusza.
O: Nie wierze… – zamilkł, ale było już za późno.
M: (Och, naprawdę?) OBYWATEL NIE WIERZY W BOGA!!! Wyśmiewa wartości wyznawane przez miliony ludzi na całym świecie.
O: Zaraz zwariuje… – jęczy, przecierając twarz.
M: Z ostatniej chwili: obywatel leczy się psychiatrycznie.
O: Przestańcie… – Nie wytrzyma. Dlaczego to się dzieje. Przecież nic nie zrobił!
M: Obywatel próbuje wpłynąć na niezależne media…
O: Błagam…
M: …poprzez szantaż emocjonalny…
O: Czego chcecie? – pyta zdesperowany.
M: …i przekupstwo…
O: Dość! – rozdzierający krzyk.
M: …groźby.
O: Co się dzieje? – Czy to w ogóle możliwe? Czy to koszmar?
M: Obywatel ma problemy z orientacją…
O: Nie… – Tylko nie to.
M: Ale zaprzecza!!!
O: Co mam zrobić? – Dłużej tego nie wytrzyma.
M: Obywatel popełnił samobójstwo.
O: …
M: Zobaczy list pożegnalny potwora. Tylko u nas!!!

Polityk: Media są ważną częścią społeczeństwa. Zawsze niezależne. Powinny być finansowane ze skarbu państwa.
M: Że co?!

Niech to będzie sen

Anna biegła przed siebie, czując, jak płuca wypełniają się stęchłym powietrzem. A co gorsza, także odorem zgnilizny i krwi. Przedzierając się przez kolejne korytarze, zapuszczone i pełne przeszkód, nie myślała za wiele. Wcześniej zastanawiała się, jak tu trafiła. Dlaczego to się dzieje? Dlaczego ktoś chce ją zabić? Dlaczego właśnie ją? Teraz myślała jednak tylko o tym, by przeżyć. Nie mogła tracić czasu na bzdury, na zastanawianie się kim byli ci ludzie. Na myśleniu o tym, dlaczego nie byli to tylko ludzie. Bo przecież ludzie nie mieli tylu nóg i zębów.

Przeskakując kolejną przeszkodę, Anna kątem oka zauważyła ruch w bocznym korytarzu. Poświęciła mu jednak tylko tyle uwagi, by upewnić się, że ON nie był nią zainteresowany. Miał już swoją ofiarę i to właśnie nią bawił się teraz w kącie. Biegła więc dalej, starając się nie słyszeć krzyków, dźwięku rozrywanego ciała i łamanych między zębami kości. Ona po prostu gnała przed siebie szukając wyjścia. Jednak z każdą mijającą sekundą zaczynała wierzyć, że go nie ma. Czytaj dalej „Niech to będzie sen”

Idealna chwila

– Co będziemy robić? – zapytała młoda kobieta, wchodząc do chatki.

Elon widział, jak podekscytowana była. Jej oczy lśniły, policzki były zaróżowione, a ciało rozgrzane. Była taka… piękna. Niemal zbyt piękna, by być prawdziwa, ale była. I była też z nim, choć czasem zastanawiał się, jakie miała ku temu powody. Dlaczego pozwalała mu na tak wiele, gdy on dawał jej tak mało. A przecież miał zamiar dać jej nawet mniej. Ale zwyczajnie starał się teraz za dużo o tym nie myśleć. Nie chciał tego robić, bo wtedy zacząłby wątpić w to wszystko. A nie mógł sobie na to pozwolić.

– Niespodzianka – mruknął z uśmiechem, który zawsze podobał się Sarze.

Był taki ciepły i to chyba właśnie to najbardziej uwielbiała w tym mężczyźnie. Nie jego wygląd, mimo że był przystojny jak jakiś model. Nie charakter, który był spełnieniem marzeń każdej kobiety. Nie jego pieniądze… no może trochę, ale to nie dlatego z nim była. A właśnie ze względu na ten uśmiech i oczy, które wpatrzone były w nią jak w obrazek. Bo gdy pierwszy raz zobaczyła, jak on na nią patrzy, wiedziała, że go chce i wcale nie zamierzała walczyć z tym uczuciem.

– Tajemnica, uwielbiam – zaśmiała się, obracając się na pięcie, a jej sukienka zawirowała w powietrzu, odsłaniając zgrabne nogi. Czytaj dalej „Idealna chwila”